Konta i promocje bankowe – Najlepszekonto.pl

My analizujemy konta bankowe. Ty je wybierasz.

Konta i promocje bankowe – Najlepszekonto.pl

Która karta lepiej sprawdzi się za granicą – Curve czy Revolut? Test płatności na Węgrzech

Cykl: Fintechy: zagraniczne płatności

Michał Radzimiński

Jestem dociekliwym redaktorem, stale poszukującym nowych wyzwań. Lubię pisać o pieniądzach, choć wcale nie są dla mnie najważniejsze w życiu.

Która karta lepiej sprawdzi się za granicą – Curve czy Revolut? Test płatności na Węgrzech

Jakiś czas temu miałem ku temu dobrą okazję. Obie karty zabrałem ze sobą na weekendowy wyjazd do Budapesztu. Uznałem, że to niezłe warunki do testu. Po pierwsze, na miejscu miałem styczność z mimo wszystko nieco bardziej „egzotyczną” walutą niż euro czy funt. Po drugie, mogłem się przekonać, jak na koszty transakcji wpłynie fakt ich wykonania w sobotę / niedzielę. Zarówno Curve, jak i Revolut pobierają bowiem dodatkową prowizję z tytułu płatności w weekendy.

Przygotowania. Scenariusz testowy

Wcześniej przygotowany scenariusz testowy uwzględniał następujące założenia i cele:

  • Czas testu: 6-7 grudnia 2019 r.
  • Waluta płatności – forint węgierski (HUF).
  • Wykonuję transakcję z użyciem karty Revolut, karty Curve i – dla porównania – zwykłego „plastiku” do konta w PLN.
  • Porównuję warunki transakcji przed weekendem (piątek) oraz w sobotę / niedzielę.
  • Sprawdzam ewentualne koszty wypłaty gotówki z bankomatu.

Po dokładnym obmyśleniu strategii mogłem rozpocząć eksperyment.

Etap I. Transakcje kartą w piątek

Na lotnisku w Budapeszcie lądujemy w deszczowy, piątkowy poranek. Planujemy dostać się do centrum komunikacją miejską, więc moim pierwszym zakupem był pakiet 10 biletów w biletomacie. Cena: 3000 HUF.

Na pierwszy ogień idzie karta Visa od Revoluta. Płatności dokonuję jeszcze przed zasileniem rachunku technicznego w węgierskiej walucie, więc środki zostają pobrane z subkonta w złotych. Ostatecznie transakcja kosztuje mnie dokładnie 38,81 zł, co oznacza przewalutowanie po kursie międzybankowym, wynoszącym w tamtej chwili 1,2937 (za 100 jednostek waluty).

Dojeżdżamy do centrum, ale do zameldowania w hotelu pozostało jeszcze trochę czasu. To dobry pretekst, by poszukać czegoś na śniadanie. Udajemy się do małej restauracji, gdzie zamawiamy z żoną pyszne kanapki z jajkiem sadzonym i po kubku kawy.

Posiłek dla dwóch osób kosztuje mnie 3070 HUF. Tym razem płacę za pomocą aplikacji Curve z podpiętą kartą w PLN wydaną przez mój bank. Z konta znika 39,70 zł, tak więc i w tym przypadku ma zastosowanie kurs międzybankowy (1,2932).

Postanawiam również porównać korzystne warunki oferowane przez oba fintechy z tymi, którymi „uraczy” mnie tradycyjny bank. Spacerując w stronę Dunaju, wchodzę więc do Rossmanna, gdzie – spodziewając się prowizji i mało atrakcyjnych przewalutowań – zamierzam kupić coś możliwie taniego. Ostatecznie płacę 768 HUF, a z konta osobistego w banku znika dokładnie 10,42 zł. Wynika to z faktu, że mój bank stosuje podwójne przewalutowanie, najpierw z HUF na USD po kursie Visy, a następnie z USD na PLN po swoim kursie. Co więcej, za całą operację pobiera dodatkową prowizję w wysokości 2%.

Oczywiście nie zamierzam tutaj „rzucać” obowiązującymi wówczas kursami banku i organizacji płatniczej, z których trudno będzie wyciągnąć konkretne wnioski. Dla klarowności wyników eksperymentu podzielę po prostu ostateczny koszt transakcji (10,42 zł) przez kwotę w forintach (768 HUF) i – analogicznie do kursów stosowanych przez Revoluta i Curve – podam końcowy przelicznik. Kilka stuknięć na kalkulatorze i mam wynik: 1,3568 dla 100 jednostek waluty.

Teraz zbierzmy otrzymane dane w tabelce:

Porównanie metod płatności (piątek)
Revolut Curve Zwykła karta w PLN

Wartość transakcji w HUF

3000 3070 768

Ostateczna wartość transakcji w PLN

38,81 39,70 10,42

Kurs (przelicznik) dla 100 HUF*

1,2937 1,2932 1,3568

Wyniki są zgodne z przewidywaniami. Zwykła karta wydana do konta w polskiej walucie wyraźnie przegrała starcie z fintechami. Jak wyraźnie? Spróbujmy to wyliczyć. Gdybym za śniadanie zapłacił kartą bankową w złotych zamiast „plastikiem” od Curve, to operacja kosztowałaby mnie 41,65 zł, czyli o prawie 2 zł więcej.

Z kolei Revolut i Curve wypadły na remis. Oba zastosowały kurs międzybankowy, nie naliczając przy tym żadnej dodatkowej prowizji. Minimalna różnica na korzyść Curve – całkowicie nieodczuwalna przy transakcjach na niewielkie kwoty – wynika z tego, że taki kurs jest nieustannie aktualizowany i decydować tu może dosłownie sekunda, w której wykonano płatność.

Etap II. Transakcje kartą w sobotę

Podobne działania planowałem wykonać w sobotę. Moim celem było sprawdzenie, jak na warunki transakcji wpłynie pobierana przez oba fintechy prowizja „weekendowa”. Przypomnę, że w sobotę i niedzielę:

  • Revolut nalicza prowizję za przewalutowanie w wysokości 0,5% (USD, GBP, EUR, AUD, CAD, NZD, CHF, JPY, ISK, SEK, HKD, NOK, SGD, DKK, PLN i CZK) lub 1% (pozostałe waluty, w tym HUF),
  • Curve stosuje prowizję 0,5% (EUR, USD, GBP) lub 1,5% (pozostałe waluty, w tym HUF).

Kartą Revolut posługuję się przy okazji zakupów w dyskoncie SPAR. Artykuły spożywcze kosztują mnie 3436 HUF, a z subkonta w PLN znika 44,85 zł. Do kursu międzybankowego rzeczywiście doliczono więc prowizję weekendową w wysokości 1%, gdyż ostatecznie operacja została przeliczona po kursie 1,3053 za 100 HUF – nieco mniej korzystnym niż w piątek.

Powoli kończą mi się bilety na autobus i metro, więc w pierwszym znalezionym biletomacie kupuję dwa kolejne. Płacąc 700 HUF kartą Mastercard od Curve, z rachunku karty złotowej podpiętej w aplikacji ubyło mi 9,18 zł. Czy to oznacza doliczenie prowizji weekendowej w wysokości 1,5%? Niestety tak, gdyż przelicznik wyniósł 1,3114.

Choć pierwotnie planowałem jeszcze raz posłużyć się zwykłą kartą w PLN również w sobotę, to przyznam szczerze, że ten pomysł nie budził mojego entuzjazmu. Na szczęście z przykrego obowiązku wyręcza mnie mój przyjaciel, który z Polski zabrał ze sobą jedynie gotówkę oraz właśnie „debetówkę” jednego z tradycyjnych banków, rzecz jasna w polskiej walucie. Deklaruje, że zapłaci tą kartą za swoje 6 biletów, a następnie podzieli się ze mną szczegółami płatności.

Sprawdzam, jak rozliczane są transakcje zagraniczne w jego banku. Wygląda to średnio – następuje co prawda tylko jedno przewalutowanie (po kursie organizacji płatniczej), ale za to z prowizją w wysokości aż 3,5%. Wynik? Za 6 biletów wartych 2100 HUF przyjaciel płaci 28,16 zł, co daje przelicznik w wysokości 1,3410.

Oto podsumowanie sobotniego testu płatności:

Porównanie metod płatności (sobota)
Revolut Curve Zwykła karta w PLN

Wartość transakcji w HUF

3436 700 2100

Ostateczna wartość transakcji w PLN

44,85 9,18 28,16

Kurs (przelicznik) dla 100 HUF*

1,3053 1,3114 1,3410

W starciu fintechów – co również było do przewidzenia – zwyciężył Revolut, który w przypadku transakcji w forintach pobiera niższą prowizję weekendową. Warto jednak zaznaczyć, że gdyby taki sam test wykonać np. w kraju strefy euro lub w Wielkiej Brytanii, to ponownie mielibyśmy remis (dla płatności w europejskiej walucie i w funtach zarówno Curve, jak i Revolut doliczają w weekendy 0,5% dodatkowej opłaty). Decydujące znaczenie ma więc tutaj waluta transakcji.

Z całą pewnością można też stwierdzić, że pomimo wykonania płatności w sobotę oba fintechy biją na głowę zwykłą kartę w PLN. Dla porównania, gdybym zapłacił 3436 HUF kartą bankową w złotych (zamiast Revolutem), cała operacja kosztowałaby mnie ponad złotówkę więcej. Niby niewiele, ale pamiętaj, że mówimy tu o jednorazowych i stosunkowo niewielkich zakupach. Na dłuższą metę, np. po kilku dniach posługiwania się zwykłą debetówką, strata na samym przewalutowaniu byłaby znacznie wyższa.

Etap III. Wymiana PLN na HUF

To, że karta do konta w złotych nie zda egzaminu, było łatwe do przewidzenia. Uznałem, że znacznie ciekawsze będzie skonfrontowanie fintechów z kontami walutowymi oferowanymi przez polskie banki. W przypadku takich produktów waluta na rachunku odpowiada walucie transakcji, w związku z czym nie zachodzi przewalutowanie i ostatecznie płacimy dokładnie tyle, ile wynosi wartość zakupów. Jest jednak pewien szkopuł – konto trzeba zasilić wybraną walutą, a tu w grę wchodzi stosowany przez bank kurs sprzedaży.

Kursy wymiany stosowane przez banki możemy odnieść jedynie do oferty Revoluta. Aplikacja Curve nie oferuje bowiem kont, subkont ani rachunków technicznych w obcych walutach, bazując wyłącznie na dodanych kartach.

Subkonto w HUF w Revolucie zasiliłem niestety w sobotę, co skutkowało oczywiście naliczeniem 1-procentowej prowizji. Za 100 zł otrzymałem 7661,79 HUF, a więc przelicznik wyniósł 1,3052.

Do Budapesztu nie zabrałem co prawda karty walutowej, ale na stronach banków łatwo można odnaleźć historyczne kursy (w weekendy obowiązuje ostatni kurs z piątku). Do porównania wybrałem 3 banki, które oferują najkorzystniejsze konta w forintach dla klientów indywidualnych wg aktualnego rankingu kont walutowych:

Kursy sprzedaży HUF/PLN obowiązujące w dniu testu
Revolut Alior Bank (Kantor Walutowy) mBank (eKonto Walutowe) PKO BP (Rachunek Walutowy)

Kurs sprzedaży dla 100 HUF

1,3052* 1,3124 1,3349 1,3316

Wniosek jest jednoznaczny. Nawet z uwzględnieniem prowizji weekendowej zasilenie subkonta w Revolucie jest tańsze niż wymiana waluty w banku. Gdybym dokonał takiej operacji dzień wcześniej, różnica na korzyść fintechu byłaby jeszcze większa.

Etap IV. Wypłata gotówki z bankomatu

Postanowiłem przetestować również kwestię wypłat gotówki z zagranicznych bankomatów. Uzbrojony w komplet kart płatniczych – dwie fintechowe i jedną „bankową” w PLN – szukam okazji do podjęcia gotówki.

Piątek

Spacerując po ulicach Budapesztu dochodzę do wniosku, że zdecydowaną większość maszyn stanowią tam bankomaty Euronetu. W Polsce ten sam operator nalicza prowizję za użycie zagranicznej karty, więc zamierzam sprawdzić, czy taką samą politykę stosuje również na Węgrzech.

Odłączam się na moment od towarzyszy podróży, podchodzę do bankomatu i wkładam kartę Revoluta. Na ekranie widzę jednak komunikat, że w przypadku wypłaty zostanie pobrana prowizja w wysokości 1280 HUF, czyli mniej więcej… 16 zł. Próbuję zatem z kartą Curve oraz zwykłą kartą w PLN. Efekt ten sam.

Sobota

Następnego dnia próbuję ponownie z Revolutem w tej samej maszynie, z tą różnicą, że już po zasileniu subkonta w forintach. Takie działanie również nie przyniosło rezultatu. Nic w tym dziwnego – Euronet, niezależnie od waluty głównego rachunku w Revolucie, widzi brytyjski „rodowód” karty i uparcie chce pobierać prowizję. Wygląda na to, że dopóki nie zaopatrzę się w kartę wydaną przez węgierski bank, korzystanie w tym kraju z maszyn Euronetu zawsze będzie marnym pomysłem.

Byłem gotowy nawet zrezygnować z tego etapu testu, ale kilka godzin później odnajduję automat innego operatora, oznaczony niebiesko-zielonym napisem „ATM Point”. Ponownie próbuję wszystkich kart, ale tym razem również widzę komunikat o dodatkowej prowizji. Choć w tym przypadku jest ona ponad dwa razy niższa (550 HUF, czyli ok. 7 zł), to mimo wszystko rezygnuję z wypłaty gotówki.

Gdy wydawało mi się, że z powodu mojego oporu przed „złodziejskimi” prowizjami w ogóle nie skorzystam z węgierskiego bankomatu, do podjęcia gotówki ostatecznie zmusiły mnie okoliczności. Wybraliśmy się bowiem na kolację do popularnej restauracji serwującej lokalne przysmaki – na tyle popularnej, że przed wejściem czekaliśmy chwilę w kolejce.

Było tak: nagle wychodzi kelnerka i wpuszcza kilka osób przed nami, informując przy okazji wszystkich oczekujących, że płatność „only in cash”. Zaglądam do portfela i nachodzą mnie wątpliwości, czy pozostała ilość gotówki (którą również zabrałem ze sobą na wyjazd) wystarczy na pokrycie rachunku. Rozglądam się i po drugiej stronie ulicy dostrzegam jeden z bankomatów Euronetu. Choć wcześniej postanowiłem omijać je szerokim łukiem, po chwili zawahania udaję się w stronę maszyny. Ewidentnie byłem na nią skazany.

Wyciągam „plastik” od Revoluta. Przy wyborze karty zadziałał raczej instynkt; mieliśmy zaraz wchodzić do lokalu, więc nie miałem zbyt wiele czasu na analizowanie. Wypłacam 9000 HUF, ale wartość operacji po doliczeniu prowizji operatora wyniosła 12800. Po wszystkim zorientowałem się, że na subkoncie w forintach nie miałem wystarczających środków, więc fintech obciążył rachunek techniczny w złotych. Ostateczny koszt wypłaty 9000 HUF to 134,18 zł, z uwzględnieniem opłaty naliczanej przez Euronet (1280 HUF) i prowizji weekendowej za przewalutowanie stosowanej przez Revoluta. To była bez wątpienia najdroższa wypłata gotówki z bankomatu, jakiej zdarzyło mi się gdziekolwiek i kiedykolwiek dokonać…

Wnioski z testu

Celem mojego testu płatności na Węgrzech było w gruncie rzeczy przekonanie się na własnej skórze o tym, co w teorii było mi dobrze znane. Zgodnie z oczekiwaniami zarówno Curve, jak i Revolut wypadły za granicą znacznie lepiej niż tradycyjne produkty bankowe. Ten drugi wygrał nawet w konkurencji z kontami walutowymi (w tej samej kategorii nie mógł wystartować Curve), przy czym wziąłem pod uwagę jedynie kursy przeliczeniowe, nie uwzględniając nawet stałych kosztów prowadzenia rachunków i korzystania z kart stosowanych często przez banki.

Ważniejsze było uzyskanie odpowiedzi na pytanie o to, który z fintechów okaże się lepszy – Curve czy Revolut. Podsumowując wyniki eksperymentu, ogłaszam remis, jednak z lekkim wskazaniem na Revoluta.

Taki werdykt domaga się jednak dodatkowego uzasadnienia. Jeśli chodzi o typowe transakcje kartą od poniedziałku do piątku, to między fintechami nie ma absolutnie żadnej różnicy, gdyż oba stosują kurs międzybankowy. Jeśli nie jesteśmy akurat w strefie euro, Wielkiej Brytanii lub USA, to w soboty i niedzielę minimalnie lepszy będzie Revolut, który pobierze prowizję weekendową o 0,5 lub 1 p.p. niższą niż Curve.

W Curve co prawda nie wymienimy waluty, ale równie dobrze możemy odwrócić kota ogonem i uczynić z tego zaletę. Skoro efekt jest ten sam (mogę korzystnie płacić za granicą), to brak konieczności zasilania rachunku obcą walutą jest raczej czymś pozytywnym.

W kwestii korzystania z bankomatów mam poczucie niedosytu. Co z tego, że oba fintechy oferują darmowe wypłaty w ramach (zresztą całkiem sporego) limitu, skoro na drodze staje Euronet? Wygląda na to, że należy po prostu unikać maszyn tego operatora za granicą, jeśli to tylko możliwe.

W każdym razie przyznaję tu remis, gdyż limity darmowych wypłat z bankomatów dla obu kart są podobne. W obu przypadkach jest to równowartość 200 funtów miesięcznie, przy czym:

  • Curve stosuje osobny limit dla wypłat z przewalutowaniem (wspomniane 200 funtów) i bez (10 operacji),
  • warto pamiętać, by nie podpinać w tym celu do aplikacji Curve karty kredytowej, gdyż nie unikniesz wówczas prowizji banku,
  • droższe wersje Revoluta (Premium) i Curve (Black) oferują rzecz jasna wyższe limity.

Zdecyduj sam

Z moim werdyktem i delikatnym wskazaniem na Revoluta nie musisz się zgadzać. Warto pamiętać, że obie usługi dość znacząco się od siebie różnią i poza zaletą w postaci korzystnych kursów nie znajdziemy zbyt wielu punktów wspólnych.

Revolut jest z całą pewnością bardziej rozbudowanym narzędziem, co mi akurat odpowiada. Z drugiej strony prostota rozwiązania, jakim jest Curve, ma prawo mieć swoich fanów i jest to w pełni zrozumiałe. Jeśli poszukujesz łatwego sposobu na korzystne płatności zagraniczne, bez konieczności zasilania konta walutą i licznych usług dodatkowych, to korzystanie z Curve będzie równie dobrym pomysłem – zwłaszcza w krajach strefy euro i w Wielkiej Brytanii, gdzie nie występują żadne różnice w opłatach weekendowych.